Podwójne urodziny
Październik 2016
TOP 7 do schrupania
Styczeń 2017

Edukacja domowa – nie wiemy co robimy?

edukacja

A co jeśli na końcowym etapie edukacji okaże się, że to my rodzice mieliśmy rację?

Czy komuś tam u góry będzie głupio?
Pewnie nie, bo jest i wciąż będzie nas zbyt mało w skali całego kraju, aby realnie się z nami liczono.

Niespełna 11 tysięcy uczniów w edukacji domowej to garstka, którą mało kto chce traktować poważnie. 

A szkoda, bo przecież:

  • należy nam się zaufanie i faktyczna pomoc (a nie obcinanie subwencji na nasze dzieci),
  • w edukacji domowej to nie wiara w nakazy i zakazy systemowe jest najważniejsza,
  • nie trzeba nam skracać łańcucha (rejonizacja), bo i bez tego potrafimy ŚWIADOMIE wybrać szkołę dla naszych dzieci,
  • kiedy poczujemy taką potrzebę to i tak skorzystamy z publicznych poradni psychologiczno-pedagogicznych (zupełnie tak jak robią to rodzice dzieci edukowanych w szkole).

Pani Minister,
więcej zaufania do rodziców!
Doskonale Pani wie, że każda podjęta decyzja o edukacji domowej jest poprzedzona wieloma rozmowami. I to nie tylko w gronie rodzinnym.
Doskonale Pani wie, że każdy kto decyduje się na edukację domową musi przejść przez drogę pełną formalności.
Drogę, w którą idą Ci naprawdę zdecydowani.
Ci, którzy są w stanie spełnić wszystkie wymogi formalne do tego, aby edukacja domowa w rodzinie stała się faktem.
Ilu rodziców już na tym etapie zwyczajnie się poddaje?
Ba! Część pewnie rezygnuje już na etapie samego czytania wymogów ustawowych.

Kto zatem zostaje?

Pani Minister,
rodzice decydujący się na edukację domową swoich dzieci to naprawdę nie jest bezmyślny tłum ludzi, który nie wie co robi!
Naprawdę nie trzeba nam co roku dokładać przeszkód!
Pewnie, że i tym razem sobie z nimi poradzimy.
O co jak o co, ale rodzin w edukacji domowej o brak determinacji chyba Pani nie podejrzewa?

Szkoda tylko, że siły i zapał, które moglibyśmy włożyć w edukację naszych dzieci, ponownie musimy marnować na zamartwianie się przepisami.
Szkoda.
Nie, nie nas. My jesteśmy duzi. Damy sobie radę.
Szkoda dzieci, którym przez ponowne zmiany przepisów będziemy mogli dać z siebie mniej.

Pozory dobroci?

Czy skoro jest nas tak niewielu to znaczy, że przepisy mają mieć luki i mogą dawać pole do nadużyć w szkołach?
Absolutnie nie!
Zmiany przepisów dotyczące edukacji domowej zaczęły się już w 2015 roku - wspominałam o tym ponad rok temu TUTAJ.
Tam też znajdziecie trochę wyjaśnienia o tym jakie skutki stopniowo może przynieść obcięcie subwencji na uczniów w edukacji domowej.

Jeszcze wówczas nie było wiadomo, że zostanie powołana grupa robocza d/s kontaktów z Ministerstwem Edukacji Narodowej.
Grupa, która była partnerem w rozmowach z Ministerstwem.
Grupa, która przez rok pracowała merytorycznie nad zmianami przepisów dotyczących edukacji domowej w ustawie Prawo oświatowe.
Grupa, której wyniki prac finalnie Ministerstwo kompletnie zlekceważyło.
Możnaby nawet napisać, że to grupa ludzi oddanych idei edukacji domowej, którą Ministerstwo wykorzystało wizerunkowo. Tylko po to, aby nikt nie zarzucił mu, że nie konsultowało się ze środowiskiem edukatorów domowych. Bo przecież Ministerstwo chce naszego dobra...

Szkoda tylko, że ministerialne pojęcie dobra dla edukacji domowej nie pokrywa się z pojęciem dobra tych najbardziej zainteresowanych - czyli edukatorów domowych.
Aż strach pomyśleć co czeka edukację domową wraz z kolejnymi zmianami ustawy.
Staram się nie wróżyć stopniowego zamachu na wszystkie przez lata tak ciężko wypracowywane zapisy ustawy w tym zakresie, ale z każdym rokiem idzie mi to coraz ciężej.

likewedo.it

To my sobie postoimy z boku?

Tak naprawdę to najważniejsze zmiany dla edukacji domowej, które wejdą w życie wraz z nowelizacją ustawy Prawo oświatowe, nie dotkną ani Tomka, ani Agatki.

  1. Od września 2017 roku wymóg wyboru szkoły na terenie województwa, w którym mieszka dziecko.
    Niepubliczna szkoła, którą wybraliśmy dla dzieci mieści się w naszym mieście i na razie nie mamy zamiaru jej zmieniać.
  2. Od września 2017 roku wymóg posiadania opinii o dziecku z publicznej poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Tomek opinie wymagane zarówno przed etapem zerówki jak i przed etapem szkoły podstawowej ma już dawno za sobą. Obie opinie są opiniami z poradni publicznej.
Dla Agatki, z racji tego, że formalnie rozpocznie I klasę jako 6-latka, a więc we wrześniu 2017 roku, o opinię musimy postarać się jeszcze przed wejściem w życie nowelizacji ustawy. Zatem na starych zasadach.
I mimo naszych sporych obiekcji co do przebiegu badań, którym poddawany w publicznej poradni był Tomek (wspominałam o tym TUTAJ), a także mimo braku wymogu posiadania dla Agatki opinii z poradni publicznej, zdecydowaliśmy, że i tym razem o opinię wystąpimy do poradni publicznej.

Po co?
Być może po to po co do poradni o opinię występują rodzice dzieci szkolnych?
Dlatego, że możemy, a nie musimy?
A może po to, aby sprawdzić czy w ostatnim czasie w publicznych poradniach stosunek do edukacji domowej zmienił się na tyle, że nie będę już musiała tłumaczyć się przed paniami z naszej decyzji? (w to akurat bardzo wątpię).
A może po to, aby pokazać Pani Minister, że jako świadomi obywatele potrafimy korzystać z instytucji publicznych nawet jeśli nikt nas do tego nie zmusza ustawami?

Tak naprawdę to po to, aby uzyskać jak najbardziej wszechstronną i pełną opinię o aktualnym poziomie rozwoju Agatki. Bo chcemy ją poznać dzięki poradni publicznej, a nie musimy!

Już sam fakt wymogu posiadania opinii z poradni o dziecku, które ma być edukowane domowo jest bardzo dyskusyjny. Przecież o dzieciach szkolnych, nim pójdą one do szkoły, nikt obowiązkowej opinii z poradni nie wymaga. Obserwując jednak coraz to większe zakusy władzy na edukację domową, raczej nie ma co liczyć na zniesienie obowiązku posiadania opinii w najbliższych latach.

I nie, nie postoimy sobie z boku nawet jeśli planowane zmiany tak naprawdę bezpośrednio nas nie dotkną.
Środowisko edukatorów domowych jest zbyt mało słyszalne, aby mogło sobie pozwolić na odzywanie się tylko wówczas kiedy coś faktycznie i osobiście nas dotyka.

Ciężka do wyleczenia

mania kontroli nad wszystkim i wszystkimi okraszona sporą dawką krótkowzroczności.
Panuje sobie w najlepsze. Nie tyle z barku czasu na wyleczenie, co z barku chęci, bo przecież "władza wie lepiej" obywatelu co jest dobre dla Ciebie i Twoich dzieci.

I nie, nie jest to wpis skierowany przeciwko którejkolwiek z partii. Na swoim koncie mam kilka lat w zbyt bliskiej odległości od świata polityki, dzięki czemu od dłuższego już czasu daleko mi do zajmowania się nią.
To samo napisałabym bez względu na to, która partia podejmowałaby takie decyzje sprawując aktualnie władzę.

Edukacja domowa - nie wiemy co robimy?

My rodzice doskonale wiemy.
Bardziej zasadnym jest zadanie tego pytania Ministerstwu, które ten sam zbiór ludzi w zależności od sytuacji traktuje zgoła odmiennie.
Bo kiedy trzeba obciąć subwencję oświatową na dzieci w edukacji domowej, to okazuje się, że zbiór 11 tysięcy dzieci jest tak licznym zbiorem, że oszczędności na nim będą miały niesamowity wpływ na stan budżetu państwa i samorządów.
A kiedy trzeba liczyć się ze zdaniem tego samego zbioru dzieci (i ich rodziców), to okazuje się, że zbiór ten jest jednak za mały i niegodny ministerialnej uwagi.
Jakie to logiczne, prawda?


Im więcej perturbacji i zmian w edukacji dzieci na poziomie ustawowym, tym więcej rodziców, którzy szukają alternatywy dla systemu.
Jeśli jesteście zainteresowani edukacją domową to dołączcie do otwartej grupy na Facebooku - Edukacja domowa.
Prócz niej jest jeszcze kilka ogólnopolskich grup. Są też grupy lokalne. Poszukajcie ich, a na pewno będzie Wam łatwiej odnaleźć się w tym wszystkim.

A o tym jak dokonywać wyborów, gdzie pójść, co i jak załatwić, a także o wszelkich codziennych rozterkach i wyzwaniach innych rodziców, którzy wzięli na siebie samodzielną edukację dzieci, w niezastąpiony sposób opowiadają w podcastach, które są wywiadami z praktykami edukacji domowej, dziewczyny z bloga Więcej niż edukacja.
Wszystkim, którzy prócz słuchania lubią też poczytać polecam bloga Kornelia O..., która jako praktyk edukacji domowej świetnie ją odczarowuje.