Wyzwania dietetyczne
Październik 2015
Wyzwania sportowe
Październik 2015

Wyzwania edukacyjne

Nie chodzimy do szkoły.

STOP - chodzimy!
Na szachy, na karate i na uniwersytet dziecięcy :)
A na koniec roku pojedziemy do szkoły, która się nami opiekuje na egzaminy.

Wszyscy, którzy zetknęli się z edukacją domową lub ją praktykują, wiedzą, że taki układ to nic nadzwyczajnego.
Tym, którzy nie wiedzą o tym, że polski system edukacji zezwala na naukę poza szkołą, chcę w wyzwaniach edukacyjnych przybliżać ten temat, między innymi pokazując jak my na co dzień radzimy sobie z naszym homeschoolingiem.
Tym, którzy już na tym etapie mają ochotę ratować nasze dzieci od razu dziękuję. Nie skorzystam. A jedynie poproszę, aby całą troskę, którą chcą nas obdarzyć przelali jednak na swoje dzieci :)

Zbyt dosadnie?
Być może.
Jednak mimo, że nasza przygoda z edukacją domową dopiero się zaczęła, już zdążyliśmy zauważyć z jakim nastawieniem do tematu podchodzi większość osób słysząc co to my znowu wymyśliliśmy.

Nie specjalnie mam ochotę usprawiedliwiać przed światem naszą decyzję.

W tym przypadku czuję, że choć trochę powinnam. Mimo, iż nie lubię robić czegoś "bo tak wypada", to tym razem spróbuję.
Najłatwiej byłoby zrzucić wszystko na alergię i ograniczenia dietetyczne, które za nią idą. Nie będę zatem ukrywać, że po kilku naszych przygodach z publiczną oświatą, alergia również miała duży wpływ na naszą decyzję.

Współczesna szkoła jaka jest każdy widzi. Każdy też widzi co chce i patrzy przez takie okulary jakie mu pasują. I dajmy sobie wzajemnie do tego prawo.
Ja wiem, że są wspaniałe publiczne szkoły, które w tych samych ramach systemowych działają w diametralnie inny sposób od większości publicznych placówek. Jadnak takich szkół jest wciąż tak niewiele, że nie wiem czy ta liczba sięga tuzina. Poza tym, nic mi nie wiadomo, aby taka szkoła była w pobliżu nas.
Szkoły prywatne - w większości niewiele różnią się w sposobie nauczania i traktowania ucznia od tych publicznych.

Nam udało się znaleźć niepubliczną szkołę, która funkcjonuje na innych zasadach i do której spokojnie nasze dzieci mogłyby uczęszczać (tym bardziej, że mają tam zdrowe jedzenie!). Niestety szkoła ta jest 100 km od naszego miejsca zamieszkania, więc na codzienne dojazdy odpada :(
O przeprowadzce z naszego (zanieczyszczonego) miasta marzymy od lat i być może skierujemy się w stronę tej właśnie szkoły. Na razie jednak jest to nieosiągalne.

Mimo 100 km odległości postanowiliśmy, że to właśnie ta szkoła będzie naszą szkołą, do której dzieci będą zgłoszone (Tomek teraz od I klasy, Agatka za rok od zerówki). Do niej będziemy jeździli na konsultacje i ważne wydarzenia. W niej dzieci będą zdawały obowiązkowe egzaminy. O tym jak istotny w edukacji domowej jest wybór placówki przyjaznej edukacji domowej wspomnę nie raz.
Fakt, że w tej szkole nawet na koniec roku dzieci nie dostają ocen jest dla mnie wciąż niewiarygodny, ale jak widać DA SIĘ.

Czy my chcemy dzieci nadmiernie chronić?

Patrząc na to co obecnie dzieje się z dzieciakami i młodzieżą odpowiem zdecydowanie - TAK.
Na wiele rzeczy, które są dziś tzw. normą, nie ma naszej zgody, a skoro na TU i TERAZ mamy możliwość skorzystania z innej opcji, to śmiało z niej korzystamy.
Czy zawsze będziemy mieli taką możliwość?
Nie wiem!
Ale nie chcemy rezygnować z wyboru tylko dlatego, że może się on okazać w bliżej nieokreślonym czasie niemożliwy do utrzymania.

Co jeśli, w którymś momencie trzeba będzie zmierzyć się z publicznym systemem?

Nie wiem! Ale wierzę, że nawet jeśli to nastąpi, to do tego czasu uda nam się w dzieciach zbudować na tyle silne postawy wobec otaczającego je świata, że bez względu na to gdzie i w jakich warunkach się znajdą, dadzą sobie radę i nikt nie wejdzie im na głowę i nie stłamsi ich indywidualności i wszystkiego tego co najważniejsze.
I nie, nie mam tu na myśli jedynie kolegów i koleżanek, ale również nauczycieli bez tak zwanego powołania, których w ostatnim czasie bardziej przybywa niż ubywa. 

Marzenia? Tak i zrobię wszystko aby się zrealizowały.

Pozwólcie, że na tym etapie drążenie tematu zalet socjalizacji sobie odpuszczę. Tym bardziej, że jestem zdania, iż do każdej znalezionej jej zalety, dla równowagi i bez większych problemów znajdziemy również i jej wadę.

Zatem w jaki sposób dzieci się uczą i z kim?

Wspominałam już, że ważną rolę odgrywają u nas dziadkowie, a w tym zakresie szczególnie niezastąpiony Dziadek Rysiek :)
Były nauczyciel wielu przedmiotów z ponad 20-letnim stażem. Tak, ma w sobie wiele z typowego belfra starej daty, ale w pewnych tematach walka z nim na pewno jest mniej bolesna i kosztuje mniej wysiłku niż walka z całym systemem edukacji :)

Czy my chcemy zrobić z dzieci geniuszy?

NIE!
Gdybyśmy mieli taki szalony zamiar, to zapewniam, że już od ich niemowlęctwa nasze dni przebiegałyby w zupełnie innym rytmie!
I pewnie nie byłoby miejsca na wieczne nieogarnianie rzeczywistości i luz w wielu tematach, bo przecież zakres projektu "geniusze" by na to nie pozwolił ;) 

Czy będziemy się chwalić postępami dzieci?

Pewnie, że tak! W końcu ta strona nie może być tylko o mamie!

Na zakończenie kilka dodatkowych "za":

  • Czy trzeba specjalnie udowadniać, iż nauka 1-2 dzieci w porównaniu z nauką 20-30 dzieci przebiega dużo sprawniej i szybciej?
  • Czy trzeba specjalnie udowadniać, iż poświęcając czas 1-2 dzieci sprawiasz, że czują się one ważne, a nie są jednym z 20-stu, który nie nadąża za resztą i nie ma kogo poprosić o pomoc?
  • Czy trzeba specjalnie udowadniać, jak fajnie jest, gdy 6-latek ma czas i przestrzeń na swoje pasje, a nie musi ślęczeć nad kolejnym zadaniem domowym do późnych godzin? A jak niefajnie jest, gdy rodzice dziecka szkolnego tak naprawdę zmuszani są do edukacji domowej, bo pani nie nadąża z materiałem w klasie i trzeba program nadrabiać indywidualnie... 

Mogę tak długo, ale się powstrzymam.

Pamiętaj, bez względu na to czy jesteś zwolennikiem, przeciwnikiem, obserwatorem, kibicem, szydercą czy wielbicielem: 

można tak i można tak. 

  • jak dla mnie super sprawa! mam znajomych, którzy dwójkę swoich pociech własnie edukują w domu. u nas, w tak małym mieście, to był szok 😉 ale dla mnie, jak pisałam, rewelacja.

    • Zapewniam Cię, że w średnich i w dużych miastach to też jest zazwyczaj szok 🙂

  • Ja podziwiam. Szczerze kibicuję. Ja chyba nie odważyłabym się na to.

    • Dziękuję za dobre słowo. Jasne, że nasza decyzja wymaga odwagi, ale znam rodziny z 4-5 dzieci, które są edukowane domowo i to przez rodziców, a nie przez dziadków. My przy nich zatem się chowamy 😉

      • Powiem szczerze, chciałabym poczytać jak to się robi od podszewki. Będę czekała na nowe teksty z ED.

  • Super! Kibicuję Wam z całego serducha! Sama nie mam jeszcze dzieci, ale w planie mam swoje przyszłe pociechy edukować właśnie w sposób domowy 🙂

    • Dziękuję za kibicowanie! Już niebawem napiszę więcej o tym jak nam idzie 🙂