Powrót do gry
Sierpień 2016
Podwójne urodziny
Październik 2016

Lifestyle? Tylko tyle, czy aż tyle?

like_g_1

Lipcowe See Bloggers i kilka dyskusji dotyczących blogowania, jakie w drodze na to wydarzenie stoczyłam z Anetą i Krzyśkiem z Nasza droga do spowodowały, że ponownie zaczęłam zastanawiać się nad dalszym losem tego miejsca.

O czym ono jest, co będzie się tu pojawiało, a właściwie to dla kogo i po co?

Planów było już wiele, z różnych przyczyn tylko część z nich udało się zrealizować, część poszła w zapomnienie, np. z braku czasu, a część z braku odpowiednio wysokiej motywacji.
To jednak znak, że możesz być spokojny, iż nie jest to kolejny blog motywacyjny, w którym będę Ci trąbić na wszelkie możliwe sposoby jak powinieneś żyć.
Co najwyżej uchylę rąbka z tego jak my żyjemy i jak radzimy sobie z naszymi wyzwaniami zarówno tymi zwyczajnymi - codziennymi, ale także z tymi, które to w głównej mierze przyczyniły się do powstania tego miejsca - czyli sport (m.in. CrossFit), edukacja (domowa) i dieta (świadoma, zdrowa i eliminacyjna). To wszystko nie zadziałoby się bez Tomka i Agaty, więc z oczywistych powodów i oni grają tu rolę - często pierwszoplanową (o wizerunku dzieci w sieci przeczytasz tutaj).

Próba kategoryzacji bloga, jak nic wrzuca nas do worka z blogami o tematyce lifestyle.

Dramat! Przecież takich blogów już jest masa! Worek z nimi jest ogromny, a każdy kto choć trochę po blogach "chodzi" wie, że jest też pełny. Być może nawet już przepełniony. A to już prosta droga do tego, aby przepaść w tłumie!

I co z tego?

To miejsce nie powstało po to, aby kogokolwiek w czymkolwiek gonić, prześcigać, czy z kimkolwiek rywalizować.
To miejsce jest wyjątkowe, tak samo jak wyjątkowi jesteśmy my.
Wyjątkowi?
TAK, chociażby dlatego, że nie znajdziesz na świecie drugiej takiej samej rodziny jak nasza, a to już wystarczający powód do tego, aby czuć się wyjątkowym :-) 
Ty czytelniku także jesteś wyjątkowy.
Nie, wcale nie dlatego, że do nas trafiłeś.
A dlatego, że nie ma drugiej takiej samej osoby jak TY. 

I chociażby z powodu tej wyjątkowości nas wszystkich, absolutnie nie mamy zamiaru tym miejscem upodabniać się do kogokolwiek.
Zresztą, nasze główne życiowe i blogowe wyzwania chyba wystarczająco już pokazały, że co jak co, ale robienie rzeczy jak "wszyscy" na szczęście nie za bardzo nam wychodzi ;-)

Niebawem minie rok odkąd blog ujrzał światło dzienne. Przez ten czas w naszym życiu zmieniło się bardzo wiele (np. sportowo i edukacyjnie). Za to czytając moje mądrości sprzed roku widzę, że w podejściu do tematu blogowania już wtedy wiedziałam czego chcę i zamiast przez ostatnie miesiące tak wiecznie kombinować, trzeba było po prostu częściej poczytać samą siebie np. o tutaj.

I z tej mieszanki naszej codzienności wyszło mi, że warto zapamiętać to co się teraz i niebawem będzie działo, ponieważ te nowe etapy otwierające się właśnie w naszym życiu są bardzo ważne. Jak każdy rodzic wiem, że pamięć jest bardzo ulotna. Szukając strategii na zaspokojenie tej wewnętrznej potrzeby zapamiętania jak najwięcej, postanowiłam stworzyć swoje miejsce w sieci.

Słowo kronika, które pojawiło się na blogu w maju, nareszcie zostało doposażone w podstawy podstaw fotografii.
Ostatni weekendowy warsztat fotografii skutecznie pomógł mi się zaprzyjaźnić z aparatem, który mamy do dyspozycji. A to znak, że pod względem jakości zdjęć ruszę z miejsca. Stopniowo, w swoim tempie, ćwicząc i łapiąc w kadrze to co dla nas ważne. Dzięki temu zarówno na blogu, jak i na Instagramie pojawi się więcej zdjęć - nareszcie! 

A co z Facebookiem?

Facebook i jego wieczne zmiany zasad i algorytmów, coraz bardziej mnie zniechęcają, a to oznacza nic innego jak tylko to, że będzie się tam działo to co działo się tam do tej pory.
Regularności tam nie będzie. Postanowione :-)
Nie mam ani siły, ani ochoty na to, aby specjalnie główkować jak zawalczyć tam o zasięgi, czy o lajki.
Dlaczego tak łatwo się poddaję?
Chociażby dlatego, że są ważniejsze rzeczy na świecie.
Blogowanie to styl życia. To dodatkowa motywacja do bardziej uważnego przeżywania, do łapania chwil w tu i teraz, do poszukiwania nowych (własnych) ścieżek i przecierania szlaków, do ciągłego rozwoju. Tu, nawet gdyby chciało się postać w miejscu, to się nie da, bo za każdym rogiem czyhają na Ciebie nowości, za którymi nawet jeśli nie nadążasz to przynajmniej starasz się je zrozumieć, a to też rozwój.
A nawet jak już zaczniesz nadążać za nowościami, to za kilka chwil pojawią się następne i następne, więc na siłę nie ma sensu gonić za nimi wszystkimi i o wszystko zabiegać, czy walczyć. Bo to wszystko jest tylko dodatkiem do czegoś najważniejszego.

To coś to ŻYCIE.

To realne, pozablogowe i pozasocialmediowe. To zwyczajne. To codzienne. To niekreowane.
Tak, bo blogi to kreacja. I z naszym nie jest inaczej.
Kreujemy tu obraz naszego świata takiego jaki chcemy pokazać na zewnątrz. Kreacja ta jednak wcale nie ma na celu tworzenie świata idealnego - chociażby dlatego, że za bardzo odbiegałoby to od naszej rzeczywistości, a wtedy stałoby się już fantazją, a nie jedynie kreacją. Pewnie też dlatego w jednym z moich ostatnich instagramowych wpisów powiało mocno, może i za mocno, ale za to z przymrużeniem oka. 

Tak napisałam kilka miesięcy temu i tego wciąż będę się trzymać:

Złych, smutnych i przykrych rzeczy dzieje się wystarczająco dużo na świecie i w codziennym życiu wielu z nas. Zatem, na ile to tylko możliwe, tutaj zwyczajnie odpuśćmy sobie te klimaty.

Zapewne są na świecie blogerzy, których problemy się nie trzymają, a ich życie usłane jest różami. I oby było ich jak najwięcej! 
Nas oczywiście do tej kategorii zaliczyć nie można. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest i nie będzie to miejsce służące uzewnętrznianiu wszystkich naszych trosk, czy problemów. 

Dla mnie blogowanie ma sens tylko wtedy, kiedy nie staje się uciążliwą robotą, do której idziemy bo musimy.

Robotą, której tak naprawdę już nie lubimy, bo pod wieloma względami nas męczy. Przy takim obrocie sprawy brak satysfakcji i radości z blogowania jest oczywisty. Zatem, aby do tego nie dopuścić, to miejsce będzie się rozwijało tak jak do tej pory - spokojnie, bez przymusu, bez pośpiechu, bez wszystkich "must have", które dawno na blogu i wokół niego być już powinny. Jak wszystko na świecie - będzie dojrzewało sobie z czasem i w swoim tempie.
Czy dzięki temu zyska na wartości?
Dla nas na pewno!  
A to już w zupełności wystarczający powód do tego, aby o nie dbać.
I zmieniać.
Rozwój i zmiany - to jedyne co jest u nas pewne :-)
A o tym jakie zmiany czekają nas w najbliższym czasie przeczytasz TUTAJ

  • Wow! Rozwinęłaś się też i lekkością słowa pisanego!

  • Ola, kibicuję Wam z całego serca. I bez wątpienia Wasz blog jest wyjątkowy 🙂 A na FB możesz przecież wrzucać to co na Instagrama. Ostatnio przeczytałam o takiej praktyce u Jasona Hunta w jego ostatniej książce o social mediach 🙂 Pozdrawiam.

    • Magda – dziękuję! A książkę JH mam od kilku miesięcy i nawet zaczęłam ją czytać 😀 Oczywiście w całym kołowrotku dnia codziennego jeszcze nie zdążyłam przeczytać jej do końca, ale jest na jednym z pierwszych miejsc wśród tematów „na już” i „na wczoraj”, więc będzie dobrze 😉