A po co mi w ogóle ten blog?
Październik 2015
Wyzwania edukacyjne
Październik 2015

Wyzwania dietetyczne

To nie jest dział o odchudzaniu!

Wyjaśniam na wstępie, abyś przypadkiem patrząc na moje sportowe zdjęcia nie pomyślał, że się odchudzam 🙂

Tu będzie o diecie jako o sposobie żywienia, a nie jako o sposobie na chudnięcie.
O diecie z masą ograniczeń, do których przywykliśmy i z którymi całkiem dobrze sobie radzimy.

Wyzwania dietetyczne dotyczą przede wszystkim diety Tomka i Agatki. Z czasem naturalnym stało się, że i moje podejście do wielu kwestii żywieniowych się zmieniło. Dzięki temu będzie też o jedzeniu dla tych dużych – nie tylko sportowców.

Na szczęście mamy już takie czasy, że miejsc gdzie poruszane są tematy dotyczące świadomego podejścia do kwestii żywienia jest wiele. Jeszcze kilka lat temu nie było z tym tak dobrze, a my już wtedy borykaliśmy się z pierwszymi ograniczeniami dietetycznymi zderzając się na co dzień z brakiem zrozumienia, zdziwieniem i zaskoczeniem. Co oczywiście wcale nie spowodowało zmiany naszego podejścia, czy rezygnacji.

Wyzwanie zaczęło się praktycznie tuż po narodzinach Tomka.

Bardzo szybko okazało się, że ma problemy ze skórą. Kilka miesięcy minęło nim diagnoza stała się oczywista.
Nietolerancja na mleko i wszelkie pochodne mleka.
Gdybym wówczas wiedziała tyle co teraz, to diagnoza nastąpiłaby pewnie dużo szybciej, a nietolerancja nie stała się tak silna.
Warte uwagi jest to, że Tomek był wówczas jedynie na piersi, a ja spożywałam niewiele (potem wcale) produktów mlecznych. Kierując się panującą jeszcze wtedy definicją, iż mleko matki tak bardzo chroni przed alergenami, długo błądziliśmy w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie "o co chodzi?".
Nie było nam dane trafić wówczas na specjalistów, którzy podołaliby tematowi szybciej. Z kolei my, jako młodzi rodzice, nie mogliśmy już wtedy wiedzieć wszystkiego.
/TUTAJ przeczytasz więcej o naszych potyczkach "my kontra alergia"./

Ścisła dieta eliminacyjna po kilku miesiącach pomogła doprowadzić skórę Tomka do stanu wręcz idealnego.

Tak też pozostaje do dziś.
Jednak negatywna reakcja na pochodne mleka utrzymuje się do tej pory. I to raczej bez dużych zmian na lepsze, ponieważ wystarczy, że dotkniemy masłem skóry Tomka w okolicy ust (czyli nie ma tu mowy o spożyciu masła), a staje się ona momentalnie czerwona i zaczyna go lekko piec.
Z naszych obserwacji wynika również, że Tomek negatywnie reaguje na dodatki do żywności.
Dodatkowo jest też alergikiem wziewnym (główny alergen to roztocza). 

Gdy byłam w drugiej ciąży z Agatką, świadoma iż ryzyko nietolerancji może być równie wysokie, dużo uważniej unikałam nabiału. Prawdopodobnie dzięki temu poziom nietolerancji u Agaty jest dużo niższy. Prócz okresu wczesnonoworodkowego, praktycznie nie miała problemów ze skórą.

Do ograniczenia nabiału i wszelkich pochodnych dołączyło ograniczenie dotyczące słodyczy.

Słodycze zawierające mleko i wszelkie pochodne i tak trzeba było wyeliminować, co już było sporym ułatwieniem, ponieważ pochodne mleka można spotkać pewnie w około 90% słodyczy obecnych na rynku. 
Mama postanowiła pójść jeszcze dalej - nieco w myśl zasady, że póki nie poznasz danego smaku, póty nie będziesz za nim tęsknił.
Drastycznie?

A czy są jeszcze na świecie ludzie, którzy myślą, że cukier nie działa jak narkotyk?

Nie jest moim zadaniem udowadnianie tego. Widać to od lat na każdym kroku.
I wyobraźcie sobie, że moje biedne dzieci nie jadły w życiu lizaka, ani żelków itp.
Skandal? Wyrodna matka?
Tak wiem!
I dobrze mi z tym :)

Nie oznacza to, że nie znają smaku słodkiego!

Tylko, że ich granica słodkości jest po prostu niższa.
Jabłko - słodkie.
Banan - słodki.
Śliwki suszone - słodkie.
Rodzynki i daktyle - wiadomo.
I tak dalej i tak dalej.
Soków też na co dzień nie piją - sporadycznie, lub wyciskane w domu.

Dla zastanawiających się nad tym czy da się obecnie wychować dzieci bez typowych słodkości mam jedną odpowiedź.

Da się!

Tylko trzeba o tym pomyśleć odpowiednio wcześnie. Zanim dziecko zdąży poznać te wszystkie słodkości, inaczej odstawienie go od nich będzie po prostu drogą przez mękę. Zarówno dla dziecka, jak i dla jego rodziców.

Na szczęście świadomych rodziców jest coraz więcej i więcej.
Znak czasów? Przesada? Nadmierne skupianie się na szczegółach?
Być może.
Jednak warto pamiętać, że w wielu przypadkach to codzienna droga, pokonywana małymi kroczkami, ku zdrowiu własnemu, czy zdrowiu dzieci. 

Rodzice coraz wcześniej podejmują trudne decyzje.

Tak, trudne!
Wierzcie - lustrowanie składu każdego produktu zajmuje nieco czasu.
Dopytywanie się wszędzie o to: a co dokładnie jest w składzie? zajmuje sporo czasu, a nie raz nawet i nerwów. Wciąż na porządku dziennym jest, że nawet wytwórca danego produktu nie wie co tak właściwie do niego wsadził (standard np. w piekarniach).
To wszystko nie oznacza jednak, że się nie da!
Niech rynek stopniowo dostaje od takich wrednych konsumentów jak my co raz to częstsze i mocniejsze sygnały, kto tu rządzi i rozdaje karty! Niektórym pewnie wciąż wydaje się, że strata jednego oszukanego, czy wprowadzonego w błąd konsumenta to nic. Pewnie, że nic.
Do czasu...

Żeby jednak nie było nam za łatwo, to...

...kilka miesięcy temu okazało się, że z diety dzieci trzeba wyeliminować (minimum na kilka miesięcy) również:
gluten, pszenicę, owies, żyto, migdały (u Agaty), jajka (u Agaty), ziemniaki (u Tomka) i ryż (u Agaty).

Mleko pozostało bez większych zmian u obojga, czyli dalej na minusie.

Skąd taka kombinacja? 
Trafiliśmy do nowej alergolog i zdecydowaliśmy się na wykonanie testów nietolerancji pokarmowych Food Detective.

Czy te testy są wiarygodne? Nie odpowiem za lekarzy, ani za firmę. Na pewno nie warto bazować tylko i wyłącznie na nich. 
Po naszych obserwacjach, wiem za to, że już samo odstawienie glutenu, zaledwie po 3 dniach, dało u Tomka niesamowitą zmianę w tematach jelitowych.

Wiadomo, że w diecie bezglutenowej ziemniaki i ryż to podstawa.

Jak widać, w naszym przypadku oba te produkty również trzeba było wyeliminować. 
Modyfikacja diety zaczęła się z początkiem czerwca 2015 r. Aktualnie powoli wprowadzamy z powrotem Tomkowi ziemniaki, a Agacie żółtko jajka.
Dzieci przed testami nie miały żadnych objawów skórnych. O ile gluten chodził mi od jakiegoś czasu po głowie, o tyle sama nigdy nie domyśliłabym się, że jajka, ziemniaki czy ryż również mogą stanowić problem.

I co dalej?

Biorąc pod uwagę fakt, że właśnie zaczął się sezon przeziębieniowy, prawdopodobnie do wiosny nie zdecydujemy się na wprowadzanie glutenu.
Czy dobrze robimy? Czy zbyt długa przerwa im nie zaszkodzi? Czy ich organizmy nie zapomną co z tym glutenem zrobić jak już go spotkają? 

Nie wiem... chętnie przeczytam coś godnego uwagi na ten temat.

Tym co zastanawiają się nad tym co ma gluten do przeziębień i ogólnie co ma dieta do przeziębień (w tym głównie cukier i nabiał) polecam zgłębienie tematu w innych źródłach. 
Nie jestem zwolennikiem żadnego z drastycznych podejść, ale z moich obserwacji i naszych doświadczeń również wynika, że wiązanie sposobu żywienia z podatnością na przeziębienia ma sens.
Podejrzewam, że większa eliminacja glutenu u dzieci we wcześniejszych latach pozwoliłaby nam uniknąć kilku kiepskich i bardzo kiepskich sezonów jesienno-zimowych. Tomek jest oczywiście również alergikiem wziewnym i o dziwo ostatni sezon letniego pylenia, którego szczyty przypadły na okres już po zmianach diety, przetrwał prawie idealnie.

Jakie są dodatkowe skutki uboczne diety eliminacyjnej?

Mama ma kolejną uruchomioną specjalizację w głowie - radar na gluten :) Sama również w dużym stopniu go ogranicza, co jeszcze jakiś czas temu wydawało jej się niemożliwym.


Koniecznie sprawdź TUTAJ jak potoczyły się losy eliminacji u nas glutenu i absolutnie nie rób tego sam na własną rękę lub ze względu na modę!

  • Wolf83

    Olu, czy mogłabyś opisać swój przykładowy dzienny jadłospis? Jestem ciekawa twojego modelu żywienia 🙂 Co najbardziej lubisz? Czy twoje posiłki są bezglutenowe, bez laktozy itp.?

    • Jadłospis nie jest specjalnie urozmaicony, szczególnie po niedawnych eliminacjach u dzieci. Nie ma w nim wielu typowych produktów, ostatnio również prawie nie ma w nim glutenu. Z produktów nabiałowych od dawna został już tylko ser bez laktozy – jedyny, po którym nie boli mnie brzuch oraz mleko kozie do kawy, od której jeszcze nie umiem się odzwyczaić. Przede wszystkim, praktycznie nie ma w nim przetworzonej żywności i słodyczy (jedynie tzw. zdrowsze). Nie jestem oczywiście gigantem jeśli chodzi ilość jedzenia, ale niezmiennie nad tym pracuję 🙂 Odpowiedź na pytanie co najbardziej lubię nie ogranicza się do jednej rzeczy. Jest kilka moich prawie codziennych „must have” 🙂

  • Kasia

    świetna matka nie wyrodna 🙂